Tajemnicza Anna. Spotkanie w parku

Spotkania w parku
*
Z zapisków „Świat Anny”
*
Anna wiedziała, że musi się z nim spotkać. Jakże nie lubiła tych spotkań. A jednak wiedziała, że on tam czeka na pieniądze. Idąc aleją dojrzała go z daleka. Siedział w tym swoim czarnym kapeluszu. Jak zwykle w tym samym miejscu. Spojrzała na zegarek i zorientowała się, że znowu się spóźniła. A to wiązało się z określonymi konsekwencjami. Ten układ między nimi od początku wydał się być dziwnym i niezrozumiałym. Traktował ją jak swoja małą dziewczynkę do wytresowania. Kiedyś Anna w złości powiedziała mi, że traktuje ją jak psa i że ona, podobnie jak te psy w parku, musi aportować.
Tego dnia siedział już niezadowolony i nerwowo stukał parasolką o murek przy ławce. Właściwie nigdy nie wiedziałam za co Anna mu płaci. Albo za co zobligowana jest dostarczyć mu te pieniądze. Nie rozmawiałyśmy nigdy o tym. Sama mi nigdy o tym nie wspomniała, a i dopytywać się było mi niezręcznie.
Wiedziałam tylko, że raz w tygodniu ma z nim widzenie.
Zawsze w czwartek o 18.00. W tym samym miejscu. W parku.
*
Pamiętam jak kiedyś spotkałyśmy się na mieście. Anna była wtedy w dobrym nastroju. Świergotała opowiadając o tym jak to w pracy wyszła pocieszna sytuacja z klientem. Śmiała się przy tym głośno co któreś słowo powtarzając „Dobre, nie!”.
Potem nagle spojrzała na zegarek i głośno przeklęła. Nigdy wcześniej nie słyszałam przekleństwa w jej wykonaniu. Było więc to dla mnie zaskakujące ale i niepokojące. Wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
„Co się stało?” spytałam „Mogę Ci jakoś pomóc?”
Patrzyła na mnie milcząco. W oczach jej widziałam wyraźny lęk. Miałam wrażenie, że jej powiększone źrenice wypełniły całe jej oczy.
„Co teraz?, co teraz? co…” powtarzała pod nosem „Co tu teraz robić?”
Była jakby w innej rzeczywistości. W świecie w którym mnie obok niej nie było. Gdzieś daleko.
Czekałam tak jakiś czas. Stałyśmy wciąż w tym samym miejscu na skrzyżowaniu ulic. I nagle usłyszałam:
„Wiem! Pojedziesz tam ze mną!”
Nie brzmiało to niestety jak jakiś fenomenalny pomysł. A zdecydowanie nie jak pomysł do którego Anna by się cieszyła. Bardziej jak przymus sytuacji.
„Ale gdzie mam za tobą jechać?” zapytałam niepewnie.
Anna jakby nie dosłyszała mojego pytania i stwierdziła:
„Tak! To jedyne rozwiązanie! Może się uda”
Patrzyłam na nią zupełnie zdezorientowana. Była jakby w jakimś transie, wciąż nieobecna w rzeczywistości.
„Poczekaj!” padło nagle stwierdzenie. Odwróciła się i zaczęła szukać czegoś w torebce. W końcu wygrzebała z niej jakąś kartkę.
„Mam!” krzyknęła z ulgą w głosie. „Wiesz co? Pomóż mi, proszę.”
„Ok, dobrze, pomogę” odpowiedziałam stanowczo „Ale w czym? Jak?”
„Pojedziesz ze mną do parku. Wiesz…” zawiesiła głos „Nie, nie będę ci mówiła szczegółów. Lepiej żebyś nie wiedziała…”
*
Potem Anna wielokrotnie prosiła mnie abym pojechała z nią do parku. Spotykała się tam z tym mężczyzną. Nigdy nie chciała o tym mówić. Ja miałam zawsze zostać z tyłu w bocznej alejce tak aby on mnie nie widział. Obserwowałam więc ich z daleka. Były to krótkie spotkania. Łączyły ich dziwne relacje. Tylko czasami, bardzo rzadko Anna skomentowała coś do mnie na ten temat. Kiedyś usłyszałam:
„Wiesz, dobrze, że jesteś ze mną. Jakoś tak pewniej się czułam”
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Ten dzień. Powrót Anny [czytaj]
Wieczór z Anną. Pożegnanie z marzeniami [czytaj]
List od Anny. Z drugiej strony głowy [czytaj]
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Przeczytaj kolejne opowiadania w dziale SZUKAJĄC SZCZĘŚCIA. Jeśli chcesz być na bieżąco z losami bohaterów, zapraszamy na naszą stronę ponownie.